Piknie i paradnie Stroje ludowe. cz1

Piknie i paradnie Stroje ludowe. cz1

Płótno, sukno i skóry to surowce wytwarzane w tamtejszych wsiach, a z nich wykonywane były tradycyjne stroje mieszkańców Karpat. Dopiero pod koniec XIX wieku zaczęto sięgać po materiały fabryczne. Mimo to długo traktowano je jako uzupełnienie produkcji lokalnej.

Do codziennych ubiorów na wsi nie przywiązywano uwagi prawie w ogóle, za to w uroczyste dni każdy, nawet najbiedniejszy, robił wszystko by wyglądać piknie i paradnie, czyli odświętnie. Tkaniny dostarczał uprawiany powszechnie len, konopie, ale też dziko rosnąca pokrzywa. Niekiedy takim surowcem było też runo owcze. Część potrzebnych do przygotowania odzieży materiałów gospodarstwa produkowały same, a część wykonywały usługowo wiejskie warsztaty rzemieślnicze: folusze, farbiarnie, oraz zawodowi krawcy i hafciarze. Dziś rzadko spotykamy te zawody.

BŁĘKITNE ZAGONY I BIAŁE RUNO

Od wieków najważniejszym surowcem do wyrobu odzieży było lniane płótno i to nie tylko w Karpatach. Tkano je z odpowiednio przygotowanych włókien lnu. Była to kiedyś cenna roślina, uprawiana w całej Eurazji. Latem zagony w kolorze błękitnym stanowiły charakterystyczny element krajobrazu.

Ludowe legendy, przekazywane z dziada pradziada mówią, że uprawy lnu i uzyskiwania z niego cennej przędzy nauczyła ludzi Matka Boża. Wiedzę tę przekazała ubogiej i dobrej dziewczynie, która musiała własną pracą zarobić na własne utrzymanie i utrzymanie starych rodziców.

Len wysiewano na św. Filipa (25 marca) do św. Wita (15 czerwca) . Przysłowie ludowe brzmiało: Od Filipa do Wita len dobrze zakwita, czyli zasiany w tym okresie daje najlepsze plony. Jako nawozu używano popiołu i sadzy. Gdy roślinki już nieco podrosły, trzeba było je starannie wyplewić, dbając o to aby nie zarosły chwastami.

Zbiory lnu. Wspaniały materiał na lata.

Kiedy na łodygach pojawiały się dojrzałe nasiona w postaci niewielkich kuleczek, przystępowano len trzeba było zebrać. Głównie len wyrywano, rzadziej koszono. Snopki wiązano i lnianą słomę suszono, tak jak zboże, na zagonach. Cały rytuał suszenia był dość długi bowiem po wysuszeniu moczono ją starannie w wodzie, a następnie ponownie suszono, ale już w piecu chlebowym, lub w izbie pod powałą. Jak słoma wyschła należało ją rozkruszyć. Używano do tego celu międlic i cienie. Był to rodzaj drewnianych „nożyc”, przy pomocy których sucha łodyga była dokładnie miażdżona. Praca ta nie była łatwa. Wymagała doświadczenia, dużej zręczności i uwagi. Łatwo można było uszkodzić znajdujące się wewnątrz łodygi włókno. Swoją nazwę zawdzięcza miesiąc październik właśnie tym, że miękkie, delikatne pasemka wytrzepywano, a następnie wyczesywano specjalnymi grzebieniami o żelaznych zębach i wtedy złocistym deszczem sypały się paździerze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.